Tytuł: Fell
Autor: Warren Ellis
(scen.), Ben Templesmith (rys.)
Wydawca: Image Comics, w Polsce Mucha Comics
Liczba stron, okładka: 9 zeszytów x 25 stron, w Polsce
zebrane na 155 stronach, więc zapewne bez notek od autora
Cena: ok. 50 zł
Rok wydania: 2005-2008,
nieukończona
Mój soundtrack: Dirty Three
„Whatever You Love, You Are”
Moja ocena: 7/10
Fell to koszmar. Trzeci
raz zabieram się za opisywanie tego komiksu i nadal zupełnie nie wiem jak to
zrobić, żeby było fajnie. Więc nie będzie fajnie – garść suchych faktów, moja
osobista opinia tu i tam, bez upiększaczy i opowiastek z serii „dawno, dawno
temu w moim nudnym życiu” tudzież „co u mnie słychać”.
Fakt
numer jeden – autor scenariusza do tego komiksu i skrzypek grający w The Bad
Seeds i Dirty Three nazywają się tak samo, co oczywiście nie ma żadnego
znaczenia. Jednak Warren Ellis, scenarzysta, jest podobno całkiem szychą w
komiksowym światku, przynajmniej na tyle, żeby móc sobie pozwolić na
realizowanie ryzykownych koncepcji i ta wiadomość ma już większe znaczenie, bo Fell
jest realizacją takiej właśnie ryzykownej koncepcji. W odruchu człowieczeństwa
Ellis postanowił umożliwić fanom kupowanie jego komiksów zamiast wypożyczania
ich z bibliotek czy czytania przez ramię w metrze. Aby to osiągnąć postanowił odchudzić
zeszyt o kilka stron, co pozwoli na sprzedawanie go w niższej cenie, nie
zmieniając jednak ilości „contentu”, co z kolei wymusza bardziej oszczędne
gospodarowanie przestrzenią i przedstawianie akcji w bardziej zwarty sposób.
Rozwodzę się nad tym, a przecież wszystko jest opisane na końcu pierwszego
zeszytu, zgrabnie i przejrzyście, jak w gazetce świadków Jehowy.
W
każdym razie Fell na pewno nie dostał na starcie kredytu zaufania, bo
generalnie uważam, iż scenarzyści próbujący upychać swoje fabułki na zbyt małej
liczbie stron to plaga współczesnego komiksu. A na tym polu akurat Fell
się broni – zwłaszcza że w miarę tworzenia Ellis zdawał się nabierać formy.
Część zaoszczędzonego w ten sposób miejsca autorzy wykorzystali na stworzenie
stałej rubryki kontaktu z czytelnikami, w której umieszczano fragmenty
oryginalnych skryptów Ellisa (fajne) i kilka zdań przybliżających genezę każdej
z historyjek (większość – historyjek, nie zdań – w mniejszym lub większym
stopniu była inspirowana rzeczywistymi zdarzeniami). Do tego garść listów od czytelników uzmysławiających światu, że
Amerykanie naprawdę na co dzień mówią jak prezenterzy telezakupów: „Uwielbiam Fell
i to, że kosztuje tylko $1,99 za zeszyt, wreszcie żona nie ma do mnie
pretensji, że kupuję komiksy!”.
Tytułowe
Fell to nazwisko głównego bohatera – gliniarza przeniesionego za
wierność swoim zasadom (ach) do odciętego od reszty świata miasta Snowtown –
jednego z tych niezliczonych odciętych od świata miast, w których rządy prawa
to fikcja tudzież mrzonka, w których każdy ma swoją tajemnicę, w których zło
czai się w każdym nędznym, dwupokojowym, zasyfionym mieszkaniu, i tak dalej, i
tak dalej. Konwencja działa - są obowiązkowe bójki, kobiety, i porażka od czasu do czasu. Kolejne zeszyty to śledztwa w kolejnych sprawach,
przy czym, jak już wspomniałem, wydaje mi się, że Ellis nabierał formy w miarę
tworzenia. Aż szkoda, że seria urwała się po dziewięciu zeszytach.
Niestety
rysunki, którymi Templesmith zilustrował pomysły Ellisa, są koszmarne,
straszne, okropne, fatalne i zupełnie nieudane. Niby nowoczesne, niechlujne –
co ma podkreślać „brudny” charakter Snowtown, w praktyce kojarzą mi się raczej
z rysunkowym kolesiem, który na ekranie telewizora opowiada, że jego wieczór
byłby katastrofą, gdyby aptekarz nie polecił mu Strepsils, ewentualnie z
jakimiś mądrościami dla gimnazjalistek, typu: tęcza powstaje w kropli wody,
więc nie martw się, bo może twoje łzy pokolorują ci życie. Oczywiście
czytelnicy, w publikowanych na końcu zeszytów listach, wciskają pedał
komplementów do dechy i obrazki też są „świetne, wspaniałe, i to za jedyne
$1,99 za zeszyt”. Cóż, zamieszczam poniżej dwa do własnej oceny i to by było na
tyle jeśli chodzi o tę wymuszoną recenzję.
Rozpoznanie gościa przetrzymującego zakładników, czyli detektyw Richard "Przez ten ból gardła nie mogę iść na tę imprezę, na którą tyle czekałem" Fell w akcji...
I chodź, pomaluj mój świat na żółto, niebiesko, czerwono i wszystkie inne kolory narkotycznych halucynacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz